piątek, 5 września 2008

pierwsze "trzy sekundy"

Dojechałam, cała i zdrowa. A na dodatek muszę powiedzieć, że przygoda nie jest to aż tak straszna, ponieważ na lotniskach wszędzie są napisy po angielsku, więc wszystko jest jasne. Na dodatek bajką jest, że oni w ogóle angielskiego nie znają, ba! W Pekinie znają nawet bardzo wystarczająco dobrze ;)
Za to drogi... drogi i ruch na drogach to jest coś niesamowitego! Oni nie znają i nie mają przepisów… światła nie światła, migacze i ciągłe trąbienie skrzyżowania, piesi idący spokojnie środkiem czteropasmówki, która ma masę zjazdów, ślimaków itd.. facet z prawego pasa decydujący nagle, że zjeżdża na ostatni lewy, po czym na koniec zmienia zdanie i zygzakiem znów wraca na prawy… hehehe. I robią tak WSZYSCY! A do tego nie można zapomnieć o wszechobecnych skuterach i motorowerach. Ale jakoś nie za szybko jeżdżą i po paru minutach już można się spostrzec, że w sumie niewiele w tej chorej jeździe jest niebezpieczeństwa. A doświadczenie wspaniałe i niesamowite, zwłaszcza, że drogi szerokie i w wielkich ilościach, przecinające się z życiem na ulicy. W ogóle pierwsze moje wrażenie Nankinu jest takie, że po pierwsze, miasto jest pod dachem. Miewam takie uczucia także w Warszawie przy specyficznej pogodzie, trochę psychodela ale jakoś też energetyczne mocno.
Przyjechałam dnia bez nieba, całe zasnute białawą powłoką, sprawiało to właśnie wrażenie pod_klosza, a na dodatek parno. Nie tak jednak parno jak w Polsce, jakoś inaczej, mniej muląco. I te ulice, z jednej strony zagospodarowane miejsko, miło, parkowato, wypoczynkowo nawet, z drugiej strony tuż przy szerokich ulicach pędzące życie stragany, rowery, mini_motorki, ludzie. Szkło i aluminium, wielkie, nawet piękne na swój dostojny sposób, a tuż obok ciąg sklepów – butików zmieszany z typowymi straganami z żywnością i wszelkimi artykułami użytku codziennego. I w tym wszystkim, miedzy budynkami nagle mały obskurny zaułek z którego wyłazi rozkład i i rozpad. Wszystko skąpane w mieszaninie niesamowitego powietrza, zapachów straganowych i nagłych smrodów_niewiadomo_skąd.
Dla mnie wspaniałe, zakochałam się z miejsca. Wszystko się tu przeplata, a plecionka jest niejednorodna, trochę posupłana i gęsta. To moje nowe miasto.

aha...proszę o poprawkę na to, że kilka pierwszych postów pisanych jest na konkretnym zejściu popodróżowym... wybaczcie kucający styl :)






















1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Pisz dalej! Jestem bardzo ciekawa!
Powodzenia, buziaczki. Kira