W niedzielę 14.09 wypada "Święto środka jesieni". Z tej okazji już w środę wieczorem zorganizowane zostało dla studentów zagranicznych "podziwianie księżyca". Impreza odbywała się na trawniku przed naszym głównym budynkiem. Na początek rozdawano "księżycowe ciasteczka". Są to okrągłe, rzeczywiście ciasteczka, ze słodkiego ciasteczkowego ciasta, a w środku mają różne nadzienia. Od słodkich galaretek i quasi dżemików, słodkiej pasty fasolowej (którą osobiście uwielbiam ;D) po nadzienia mięsne, niektóre ciasteczka mają także nadzienie słodkie a w środku żółtko jajka.
Następnie obok trawnika ustawiono wielki księżyc ze świeczek, a kiedy zapłonęły dookoła stanęli ludzie i zanosili do jakiegoś wyższego bytu (różnie to bywa, ale m.in. modlą się do Buddy) prośby o szczęście.


Potem zaś, w ramach akcji międzynarodowej, poproszono nas abyśmy dobrali się z chińczykami w grupki, aby ci objaśnili nam "taniec księżycowych króliczków". ;))) Po objaśnieniach ustawiliśmy się w typowego węża (z rękoma na ramionach osoby poprzedzającej) i zaczęliśmy skakanie po trawniku. Wyglądało to tak : (zaczyna lewa noga) nóżka w lewo, nóżka w lewo, nóżka w prawo, nóżka w prawo, skok do przodu, skok do tyłu a na koniec trzy do przodu.
Brzmi śmiesznie i było śmieszne, doskonała zabawa.
Kolejną zabawą było podawanie lampionu. Jedna osoba śpiewa czy liczy, nie wiem bo nie słyszałam. Staliśmy w wielkim kręgu i podawaliśmy sobie lampion. Nagle usłyszałyśmy "STOOOP".....i lampion został w rękach stojącej tuż przede mną koleżanki (Moniki z sinologii w Poznaniu). Uffff… jakież ja mam szczęście…Monika musiała wyjść na środek koła i przedstawić coś – piosenka, wierszyk, co tylko się chce. Była bardzo dzielna i zaśpiewała jakąś ludową piosenkę. Po tej rozkosznej zabawie uciekłyśmy, nie chcąc się więcej narażać.
Wieczór był jednak bardzo przyjemny i gdyby nie komary na pewno zostałybyśmy dłużej. :)
Następnie obok trawnika ustawiono wielki księżyc ze świeczek, a kiedy zapłonęły dookoła stanęli ludzie i zanosili do jakiegoś wyższego bytu (różnie to bywa, ale m.in. modlą się do Buddy) prośby o szczęście.
Potem zaś, w ramach akcji międzynarodowej, poproszono nas abyśmy dobrali się z chińczykami w grupki, aby ci objaśnili nam "taniec księżycowych króliczków". ;))) Po objaśnieniach ustawiliśmy się w typowego węża (z rękoma na ramionach osoby poprzedzającej) i zaczęliśmy skakanie po trawniku. Wyglądało to tak : (zaczyna lewa noga) nóżka w lewo, nóżka w lewo, nóżka w prawo, nóżka w prawo, skok do przodu, skok do tyłu a na koniec trzy do przodu.
Brzmi śmiesznie i było śmieszne, doskonała zabawa.
Kolejną zabawą było podawanie lampionu. Jedna osoba śpiewa czy liczy, nie wiem bo nie słyszałam. Staliśmy w wielkim kręgu i podawaliśmy sobie lampion. Nagle usłyszałyśmy "STOOOP".....i lampion został w rękach stojącej tuż przede mną koleżanki (Moniki z sinologii w Poznaniu). Uffff… jakież ja mam szczęście…Monika musiała wyjść na środek koła i przedstawić coś – piosenka, wierszyk, co tylko się chce. Była bardzo dzielna i zaśpiewała jakąś ludową piosenkę. Po tej rozkosznej zabawie uciekłyśmy, nie chcąc się więcej narażać.
Wieczór był jednak bardzo przyjemny i gdyby nie komary na pewno zostałybyśmy dłużej. :)
1 komentarz:
Jak już mówiłem - dobrze, że nie kazali koleżance cycków pokazywać; jak te 2 księżyce w pełni ;)
Przygody, jak widzę, coraz ciekawsze...
Prześlij komentarz